Nastały dziwne czasy, niegdyś można było zauważyć w parkach wyryte na drzewach serca i w nich inicjały zakochanych w sobie osób, coś co istniało dopóki istniało drzewo. Coś takiego ponadczasowego, mając na głowie srebrny włos można było wrócić w te miejsce i powspominać sobie młodość. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem dla swojej dziewczyny( ŻADNEJ! ), z prostej zasady: nie noszę noża. Tylko pałkę teleskopową a tym wydziergać na drzewie serca nijak się nie da.
Osobiście widziałem kilka przykładów takiego symbolu miłości, m.in w Parku Kościuszki obok pomnika, dzisiaj jest to relikt przeszłości, dawny przykład romantyczności w wykonaniu małolatów.
Nastały czasy w których nikt już nie chodzi do parku, drzewo zastąpiła lista na gadu-gadu, a nóż klawiatura. Bardzo modne jest wyznawanie bliskiej osobie(tfuuu!) miłości w internecie, na pokaz dla wszystkich.
Drzewo było ukryte gdzieś pomiędzy tak samo wyglądającymi drzewami, niby takie same a jednak szczególne. O jego wartości wiedzieli tylko Ci którzy wyryli napisy. Nawet z eksponowaniem uczuć było inaczej, niegdyś lekkie pocałunki na uboczu a teraz ruchanie w centrum miasta o ile można to nazwać uczuciem. Rżną się w autobusach, tramwajach, parkach, na ławkach, przystankach, szkole, dyskotece, kiblach… czasy inne. Jasne kurwa, tłumaczenie debili.
Należy się zastanowić skąd wzięło się zjawisko wyznawania miłości na gadu-gadu i jakie są jego przyczyny?
Odpowiedź zdaje się leżeć u podstaw psychiki i umiejętności”tych” zakochanych młotów, prawdopodobnie nie potrafią zwerbalizować swojego wyznania, łatwiej im jest ustroić swój opis w standardowe “KC” bez względu czy takie postępowanie zbliża do siebie partnera. Przychodzi im to z taką samą łatwością jak mówienie “spierdalaj”, dużo łatwiej niż SZCZERE “Kocham Cię” wypowiedziane w twarz. Bariera psychiczno- fizyczna czy jakiś inny chuj.
A może jest to zasadniczy obowiązek wobec swojego partnera, który wydaje się dla nich jednym z paragrafów kontraktu który podpisali wiążąc się z nim- “Będziesz wyznawał miłość w wszelki możliwy i dostępny sposób, z uwzględnieniem warunków technicznych.” Cyrograf podpisywany, ale tym razem nie z diabłem, a z domniemaną miłością swojego życia.
Wraz z rozwojem internetu i rozprzestrzenianiem się globalnej sieci wrosły możliwości komunikacji pomiędzy ludźmi i pokemonami, na czele polskich komunikatorów bezsprzecznie góruje gadu-gadu, które wyrosło podczas “boom internetowego”. Dzięki prostocie użytkowania przyciągnęło do siebie tysiące osób, opierało i w dalszym ciągu opiera się na zasadzie “zainstaluj i używaj”, bez zbędnych konfiguracji. Przez te 7 lat zapewniło sobie przodującą pozycje i zdobyło bardzo wielu zwolenników, nie obyło się bez przeciwników samego komunikatora jak i jego małoletnich, zidiociałych użytkowników.
W zasadzie każdy na swojej liście kontaktów może znaleźć osobę która wyznaje wielką, wspaniałą i cudowną miłość swojemu parterowi której opis z całą pewnością nijak się ma do rzeczywistości, ustrajana w mało skomplikowane frazesy. Osobę przeżywającą ból klęski i radość z sukcesu w różnych sferach życia, ale tak naprawdę gówno mnie to obchodzi a muszę na to patrzeć, zawzięcie próbuję ich wszystkich wykosić, a po nich wyrastają następni i następni. Tym samym śmiele przekraczając granicę i zapuszczając się w nowe niezbadane rejony skretynienia.
Przez tę parę lat można było zauważyć wyraźny rozłam społeczności internetowej… pod względem wartości i poziomu intelektualnego.
Do pierwszej grupy można zaliczyć osoby “tworzące internet” dla których w pewnym stopniu jest to praca, posiadające różnotematyczne, szeroko pojęte zainteresowania i hobby, osoby dla których internet jest miejscem w których mogą zasięgnąć rady, zdobyć jakieś informacje.
Kręgosłupem i szkieletem drugiej grupy społeczności internetu są “pustaki” i w zasadzie osoby tego pokroju często korzystają z tego sposobu wyznawania swoich uczuć- inną sprawą jest prawdziwość tych uczuć i fikcyjnej miłości jaką darzą swojego partnera, przyrzekając mu wierność, radości i smutków, w zasadzie z tymi smutkami bywa różnie.
Pozwolę sobie tutaj wtrącić dygresję, mianowicie dnia dzisiejszego(tj.: 5/10/07) we wczesnych godzinach porannych opuścił ten świat Władysław Kopaliński(99 l.), wybitny polski leksykograf, tłumacz i wydawca(pisząc to spoglądałem na półkę, gdzie leży jeden z jego pierwszych Słowników Wyrazów Obcych w dość wiekowej, nadgryzionej przez ząb czasu, zielonej okładce), przejrzałem kilkakrotnie moją listę kontaktów by sprawdzić czy czasem ktoś nie zapalił wielkiemu człowiekowi znicza w opisie. Nikt. Muszę zaznaczyć, że nie popieram w całej rozpiętości żałoby ale boli mnie to, że człowiek wielkiego pokroju, laureat nagrody Nike, był chyba za mały by mogła być doceniona jego wartość jest niżej w łańcuchu pokarmowym niż średniej klasy siatkarz- Arkadiusz Gołaś którego śmierć przeżywały miliony internautów, co kilka minut na gadu można było otrzymać łańcuszek nieszczęścia(?) a “wielcy fani” wyrastający jak grzyby po deszczu łączyli się w bólu z całą drużyną, całym miastem, całym krajem, całym światem..
Przykre, nawet bardzo…
Napisane w Co mnie wkurwia, Kto mnie wkurwia, Ludzie to debile, Ludzie to frajerzy, Marudzenie, Moja ideologia, Prawdziwość uczuć, Społeczeństwo | Tagi: Społeczeństwo, Idioci, Życie, Polska, Gadu-Gadu, Obyczaje, Komercja, Żałoba Internetowa