Powiedzcie mi właściwie jak to z tym wszystkim jest. Codziennie dowiaduję się o nowych tragediach, katastrofach i odnoszę wrażenie że zaczyna mnie to naprawdę mało interesować - żeby nie powiedzieć - nudzi! Z każdym dniem zaczynam myśleć tylko o tym co zrobić żeby poprawić swoje własne życie, a coraz mniej myślę o ofiarach głodu, nędzy, wojen. Czy zaczynam sie robić gruboskórnym egoistą? A może byłem nim zawsze?
Nie obchodzą mnie amerykańscy żołnierze ginący w Iraku, nie obchodzą mnie nawet polscy żołnierze ginący w Iraku, nie obchodzi mnie ani jedna ofiara Hitlera, Stalina, czy mojego dentysty. Nie pomogę dzieciom z domów dziecka, nie pomogę milionom afrykańskich murzyńskich dzieci, co umierają z głodu - nie obchodzą mnie.
Zacząłem się zastanawiać co się kryje pod współczuciem, przecież jak każde uczucie czy szerzej nazywane stanem emocjonalnym musiało się zmienić przez te kilka lat - nic nie jest już takie jak kiedyś. Trudno tu zarzucać węszenie interesu zwykłemu zjadaczowi chleba, ale tam gdzie dzieje się coś można, a raczej obowiązkiem jest zbicie kasy. Tak więc “Ginące kobiety i dzieci. Przemoc i gwałty są…” wodą na młyn dla gazet które czują obowiązek zorganizowania kolejnej akcji zbierania kasy dla tych biednych dzieci, a przecież w Polsce też są biedne dzieci - czy widok biednego, wychudłego murzynka wzbudza większe współczucie niż biednego, wychudłego dziecka polaka i ma większy priorytet? A no ma, białe dziecko nikogo nie dziwi a murzynek tym bardziej chudy, biedny i chory jest urozmaiceniem a nawet egzotyką dla białasa z środka Europy. Zapominając o tym, że najpierw Polska sama musi sobie pomóc, a później można myśleć o innych - wyślijmy najlepiej do Darfuru 3/4 pieniędzy przeznaczonych na budżet i sami umrzyjmy w nędzy i głodzie.

Tak więc gazety, szczególnie GW zbierają kasę na kolejne miski ryżu dla nich przedłużając ich agonię o kilka dni, ale te kilka groszy pozwoli białemu człowiekowi na określenie siebie jako tego który stara się pomóc nie dla samego pomagania ale dla poczucia się lepiej.
Na stronie “Polska dla Darfuru” przeczytałem o licznych akcjach na rzecz pomocy uchodźcom - dniem uchodźcy, jakąś bzdetną piosenką - na chuj ginącym ludziom piosenka? - i nieudolnymi próbami przekonania ONZ nie było nic - chwała im za te ostatnie.
Pora zadać pytanie dlaczego nikt im jeszcze nie pomógł? Przecież amerykanie - potęga militarna i gospodarcza - pcha swoje dupska wszędzie gdzie się da zrobić rozpierdol i pokazać swoją potęgę. Z wejściem do IRAKU nie czekali zbyt długo - dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, Irak siedzi na ogromnych, odkrytych złożach ropy i do tego był pretekst, że niby Saddam ma rakiety. Darfur chyba nie ma odkrytych złóż ropy a jeśli ma to pewnie nie występują na tych terenach które są objęte tym brutalnym(!) konfliktem. Uprzedzając fakty - wewnętrzny konflikt rozszerzy się na cały kraj, amerykanie wpadną tam z swoimi karabinami wytną wszystkich którzy zostali, zajmą sobie kraj i zaczną szukać ropy albo złóż czegoś-tam.
Sprawa następna - gdzie jest ONZ? Który stawia sobie za cel zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, rozwój współpracy między narodami oraz popieranie przestrzegania praw człowieka. W Darfurze ludzie przestali mieć już jakiekolwiek prawa, włączając prawo do życia - to jednak nie wystarcza na zmobilizowanie kilku tysięcy żołnierzy i wycięcie tych złych. Zrzucanie bomb w imię pokoju jest jak sex w imię dziewictwa, chociaż z 2 strony: mają tam wylądować i pogrozić palcem? Jak jeszcze ktoś nie wiem to właśnie takie zadanie mają misje pokojowe, gdzie jadą uzbrojone kontyngenty wojska i mają jedną zasadę - gaś ogień za pomocą ognia.
TYCH ZŁYCH - sprawa następna - czyli tych którzy zabijają innych, chociaż są ludźmi. Mówicie tyle o współczuciu dla umierających ludzi, dla tych małych murzyniątek w środku zadupia, ale dzielicie ludzi na ludzi których będziecie opłakiwać i łączyć się w bólu z całym światem i ludzi których śmierć jest dla was ulgą - tak więc wniosek jest prosty - łatwiej jest zabić potwora(!) a niżeli człowieka, ale to przecież godzi w główny trzon definicji współczucia:
-
-
-
“z inną osobą”, bez podziału - współczuć każdemu bez względu, zabijając zadają kolejne cierpienie - czyli podpinamy pod współczucie słowo “ograniczone”?
Gdybajmy… a może ten człowiek miał rodzinę i dzieci, może był najemnikiem i to była jego jedyna praca jaką mógł dostać, może nie chciał jak pozostali siedzieć i czekać aż o nim napiszą w którymś dzienniku, może wiedział, że jak nie będzie zabijał to go zabiją, może nie chciał czekać, aż jakiś minister powie: “Ehee, można im pomóc”, zabijanie ludzi nie należy do najprzyjemniejszych czynów na jakie stać człowieka i nie wierzę, że ktoś to robi bo chce, bo lubi.
Przestałem współczuć ludziom już dawno, przynajmniej tych których nie znam i o których słyszę w telewizji, oni mają własny świat, zabijają się i giną za jakieś idee albo ich brak, to trzeba poczuć i być tam, żeby zrozumieć jak to wygląda, jaka to sytuacja - żeby można było powiedzieć “Na prawdę mi ich szkoda” wiedząc, że Ci ludzie chcą tego, żeby im współczuć i żeby zrozumieć to kim są i co robią.
Za to nie przestałem współczuć zwierzętom które są świadkami i uczestnikami tych wszystkich zdarzeń siłą rzeczy wywołanych przez człowieka - pana świata który nie potrafi panować nad światem. Ludzie zabijali się i ginęli od zawsze, ale zwierzęta giną z winy człowieka który nie dorósł do tego by było go stać na luksus zwany zwierzęciem udomowionym i nie powinien żyć obok zwierząt… Tak więc sama śmierć i widok śmierci człowieka nie rusza mnie tak jak widok martwego zwierzęcia które poniosło śmierć z ręki i powodu człowieka + budowy kolejnej obwodnicy.
Przykład: Dolina Rospudy - ludzie pierdolą, że przez żabki i ptaszki nie można budować czy przez jakieś tam roślinki. No nie można za kilka lat będzie brakować wam i nie tylko wam kilku drzewek albo przez najbliższe kilkaset lat będziecie się starać odtworzyć DNA tych zwierząt i roślin które zginęły podczas tej budowy bo zginą w całości albo będą na skrajnym wymarciu bo chcieliście mieć bliżej do swojej rodziny na jakieś wsi głucho zabitej dechami i owiniętą żółta taśmą.
Niech mi ktoś jedno wytłumaczy. skąd sie bierze taka reakcja, ze jeśli ktoś działa na rzecz ochrony dzikiej przyrody, to mu wypomną, ze powinien coś zrobić dla schronisk dla zwierząt, bo bardziej pod nosem. Jak zrobi coś dla schronisk, to mu wypomną, ze powinien dla ludzi. Zrobi coś dla ludzi, to mu wypomną, ze powinien zrobić coś dla Polaków. Zrobi coś dla bezdomnych w Polsce, to usłyszy “a mnie to nikt nie pomoże”.
Istnieje taka postawa w Polsce: “nie pomogę bo moje pieniądze przydadzą się kiedyś indziej na bardziej szczytny cel, dla bardziej potrzebujących, bliżej, dla ludzi, dla Polaków, dla białych, w moim wieku, w mojej sytuacji itd.”, aż na końcu okazuje się że najlepiej wydać te pieniądze na siebie, bo jest się osobą wprost idealną dla własnej donacji. To się nazywa zdaje się “polactwo”.
Bóg zapłać za takich ludzi którzy organizują akcje pokroju WOŚP - czegoś takiego też po części nie podzielam bo można o tym powiedzieć także “narodowa zrzuta” na coś czego rząd nie może kupić dla swoich obywateli, jak nie może to musimy kupić sami.
Napisane w Marudzenie, Prawdziwość uczuć | Tagi: Bezdomni, Bezpieczeństwo, człowiek, Darfur, Gazeta Wyborcza, GW, Gwałt, Irak, Masakra, Nieszczęście, Obywatel, ONZ, Polska, Prawdziwość uczuć, Przemoc, Ropa, Schroniska, Społeczeństwo, Stan emocjonalny, Uczucie, Usa, Wojna, WOŚP, współczucie, Zabójstwo, Zabijanie, Zwierzęta, Śmierć, Życie