Poczułem to, w powietrzu było czuć wyładowania i delikatne wahania energii - tak jak przed burzą - moją twarz muskał delikatnie ciepły wiatr.
-To jest właśnie Energia - powiedziałem sobie z niedowierzaniem, lecz moja myśl była jak najbardziej trafna - już nadchodzi - poczułem przepływ ciepła, później kolejny i kolejny - w sumie było ich trzy, a może trzech?
Dostąpili progu i bez najmniejszego problemu uzyskali dostęp do bramy - powtarzałem sobie w myślach „Nie ma się czego obawiać”, ale atmosfera gęstniała, farba z drzwi zaczynała się łuszczyć i topić. Pobladłem, źrenice rozciągnęły się na całą szerokość oczu.
Zatrzymali się w drzwiach. Nastała przejmująca, dudniąca cisza.
Odruchowo spojrzałem do tyłu - za mną nie było nikogo, przede mną stały trzy postacie. Ja i Oni. Światło dobiegające z korytarza tworzyło w okół nich poświatę. Jeszcze raz na moment odwróciłem się co upewniło mnie w tym, że na prawdę wszyscy uciekli. Cały świat zawirował, a potem zrobiło się ciemno.
Zaczynało mi brakować tchu w płucach, przez głowę przebiegały mi różne myśli ale jedna powracała cyklicznie - walczyć czy uciekać - w tej chwili kumulująca się w pomieszczeniu energia odłupała fragment ściany obok mojego ucha. Chciałem się zasłonić, lecz moje ręce odmówiły posłuszeństwa. Moja myśl, nie była dość cicha. Cokolwiek stało przede mną, było też we mnie i słyszało moje myśli. Czułem się nieswojo, straciłem swoją prywatność.
Z sekundy na sekundę stawałem się coraz mniejszy i coraz bardziej bezradny.
Jeden z nich powoli spod swojego ubrania wysunął małą połyskującą rzecz. Z miejsca w którym stałem przypominała berło lub buławę. Uniósł ją wysoko nad głowę i zaczął nią równomiernie machać a z wnętrza poczęła pryskać dziwna ciecz - Kwas? - pierwsza myśl jaka mnie naszła - szczerze przyznam się, że nie rozumiałem z tego nic a nic, cóż chyba nie miałem zbytniego wyboru jak czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
Najwyższy z nich, wysunął się na początek - przestałem oddychać, zamarłem na chwile - otworzył swoje usta i rzekł z uśmiechem piszącym się na całej twarzy: „Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom!!” - zdębiałem i Oni też zdębieli widząc moje zdębienie - nie rozumiałem co miały zwiastować te słowa, napięcie zaczęło opadać, wiatr ucichł i tylko gdzie-nie gdzie jeszcze wirowały kłęby piasku wniesione do mieszkania wraz z pierwszym podmuchem. Tak jakby z tymi kilkoma słowami ich energia i potęga ulotniły się, poczułem się pewniejszy i zacząłem się przyzwyczajać do ich obecności.
Najniższy z nich, zapytał śmiało - Gdzie napisać?- podnosząc na wysokość moich oczu mały kawałek kredy. Obojętnie - bez zastanowienia wybrał pierwsze, lepsze drzwi i zaczął bazgrać na nich, kolejno wypisywał po sobie znaki, przypominające coś w rodzaju magicznych run - ciekawe co oznaczają.
Ośmieliłem się zapytać - co piszesz wędrowcze na mych drzwiach?
- Później wszystko stanie się jasne, ale póki, co, przejdźmy do spraw zasadniczych. - zaczęli się przesuwać w moją stronę, jednocześnie spychając mnie w głąb mieszkania.
Moją uwagę przykuła 3 postać - tak która przed chwilą przemówiła - po kilku minutach spostrzegła, że przyglądam się jej i podniosła wzrok - chyba usłyszała niezliczone pytania kołaczące się w mojej głowie.
- Nie musisz się nas obawiać, nie musisz snuć domysłów - poczułem znowu ciepło bijące, ale tym razem tylko od niego i nie było to, to samo ciepło co wcześniej, było ono przyjemne i można by porównać je do promieni słońca które ogrzewają nas latem.
- W takim razie po co przybywacie?
- No widzisz, nie wybraliśmy cię od tak, od dłuższego czasu interesujemy się twoją osobą. Mamy powód i to całkiem poważny . - za oknem rozszalała się znowu śnieżyca.
Pokierowałem swoje kroki w stronę okna, aby je zamknąć - Stój, usiądź obok mnie - odezwał się cicho - zaraz przestanie.
- Skąd o tym wiesz?
- Ja, wiem wszystko, zarówno świat ludzki razem z przyrodą jak i niebyt nie mają przed mną tajemnic. Wracając do ciebie… jak sie masz? - mówił z przekonaniem i jego słowa były pełne dobroci i spokoju.
- Zasadniczo to dobrze, trochę mnie zęby rwą.
- Przejdzie - uciął krótko, jakby to co mówiłem nie miało dla niego najmniejszego znaczenia jednak na tyle ważne, że zaczął pisać w notesie który dopiero teraz zauważyłem.
Mniejszy wstał i spojrzał na pozostałych przenikliwym wzorkiem, który „coś” sugerował.
- Ach, pora na nas… jak ten czas szybko leci. Pamiętaj, wrócimy do ciebie za rok, dzisiejsza wizyta miała tylko na celu ujawnienie się i malutki wywiad.
- Wywiad?- zapytałem z nieodpartym zdziwieniem.
- Tak, musimy wiedzieć co boli naród, żeby nasi szefowie mogli obmyślić strategię jakby to wszystko za pysk utrzymać.
- Powiedz mi kim jesteś?
- Jesteś wybitnym przypadkiem - zaczął powoli - nikt prócz ciebie nie zadawał tego pytania.
- Cóż… na prawdę? - nie rozumiałem znaczenia słowa “wybitność”, coś podpowiadało mi, że nie stawiało mnie to w zbyt dobrym świetle.
Ciągnął dalej - Moja wizyta tutaj i to co teraz powiem zmieni twoje losy na lepsze, ale nie wymagaj od mnie zbyt wiele - łagodnie się uśmiechnął - otóż jestem… - głęboko się zastanowił , wyglądało to jakby słowa które miał wypowiedzieć za chwile z trudnością przechodziły mu przez gardło - jestem… BATMANEM!
Napisane w Co mnie wkurwia, Kto mnie wkurwia, Marudzenie, Moja ideologia, Społeczeństwo, Życie | Tagi: Batman, Kolęda, Kościół, Ksiadz, Ministranci, Ministrant, Odwiedziny duszpasterskie, Religia, Społeczeństwo, Życie