Jeden z błędów, o których nigdy nie zapomnę…
Stałem jak wryty i nie za bardzo kumałem, o co chodzi. W takich momentach człowiek nawet jak myśli to i tak nic nie wymyśli i musi czekać na ciąg dalszy. Te spojrzenie było tak przenikliwe, że w krótszej chwili niż droga kupy do muszli kibla zrozumiałem, co zrobiłem i poczułem zniesmaczenie swoim żartem. Równie szybko moją głowę wypełniło coś, co przypominało myśli astronautów chwile przed przypierdoleniem o ziemie:, “Co? Nie? O kurwa, coś źle! Nieee!”. To był strzał, prosty bez rykoszetu w coś, co było dla niej ważne. Żart nie wywoływał we mnie i na mnie żadnych emocji, bo sam go wymyśliłem i używałem miliony razy popadając w rutynę. Odskoczyłem jak oparzony i tylko to mnie uchroniło od dostania w pysk, ale Ona nie podniosła ręki, nic nie zrobiła i nic nie powiedziała… wszystko wyczytałem z jej spojrzenia… no i sms’a. Przyśpieszyła i bez słowa oddaliła się, próbowałem jeszcze sprostować, przeprosić, ale i to na gówno się zdało. Umoczyłem.
Spojrzenie było gorsze od nieudanej orgii przed ulubionym pornosem, to ją rozzłościło, odczułem wahania mocy, było nawet gorsze od najgorszej rzeczy, jaka mnie spotkała (chwilowo nie umie sobie przypomnieć, ale na pewno było to coś potwornego), poczułem wyrzuty sumienia i wcześniej nieodczuwalny ból spowodowany wbijaniem się słomy wystającej z butów w mój mózg. Zgłupiałem, stałem tam gdzie mnie zostawiła i nie wiedziałem, co robić, miałem obowiązek przeprosić ją za to, co zrobiłem a z drugiej strony odzywała się we mnie najprawdziwsza natura, której na imię jest: “mam to w dupie”.
Niesiony myślą, że i tak wystarczająco długo robiłem z siebie debila, nie tylko w ten dzień, ale i miesiące wcześniej z jej powodu. Odwróciłem się na pięcie i powędrowałem na przystanek. W autobusie męczyłem się jeszcze z myślami, że jednak zrobiłem źle, ale odganiałem je tym, że zachowała się jak idiotka, nie ma dystansu do siebie ani poczucia humoru. Myślałem jak ja bym się zachował w takiej sytuacji, pewnie spuentowałbym tekstem z repertuaru “coś, na co i tak nie odpowiesz nawet jeślibyś się zesrał w gacie” lub coś w tych klimatach, myślałem jakby się zachowali inni i dochodziłem do prostego wniosku: wszyscy by machnęli na to ręką, no ewentualnie lekko zmarszczyli czoło.
Nie odezwała się do mnie już więcej, jej zawziętość była niesamowita.
Teraz, kiedy minął jakiś czas zrozumiałem, że mogłem o niej powiedzieć wszystko w żarcie lub nie, ale rodzina była dla niej święta, nie potrafiła mi zniszczyć słowami i jedyną jej odpowiedzią na to, co powiedziałem było to spojrzenie i z całą pewnością było to bardziej dotkliwsze, bo zrozumiałem błąd i żart zwrócił się przeciwko mnie, poczułem się jak Ci wszyscy biedni ludzie, których obrażałem w taki sposób a którzy nie tylko kochali swoją rodzinę, ale i ją szanowali. Zrozumiałem, że obelgi pod adresem moich rodziców nie zostają bez odpowiedzi, że staję w ich obronie, chociaż w inny sposób – zwalczając ogień ogniem – ale staję. Zrozumiałem także, że do niektórych rzeczy nie należy się dystansować i trzeba dawać im tyle szacunku na ile zasłużyły – nie mówiąc o nich jak o ścierwie nawet, jeśli na to zasłużyli.
Categories: